Nowalijki z ogrodu, a może zielsko?
Majowe nowalijki nie koniecznie musza wyrosnąć w szklarni by się nimi cieszyć.
Może ktoś z Was pomyśli, że troszkę ironizuję, ale ja wiem, co chciałabym Wam opowiedzieć, przekazać o tym: co w trawie piszczy.
Wiosenny czas skłania nas byśmy zatroszczyli się o zdrowe odżywianie, o nowalijkach, ale nie o takich jak zazwyczaj moglibyście pomyśleć.
Jako, że całe życie mieszkam na wsi, więc również staram się jadać zdrowe rzeczy i zwracam szczególną uwagę by moja dieta zawierała dużo zieleniny.
Jednak ja, w odróżnieniu od większości społeczeństwa moje roślinki zielone pozyskuję z natury jaka istnieje w moim ogródku, prawie bez ingerencji takich narzędzi jak łopata, motyka/graca.
Nie jest to sałata, ani rzodkiewka (chociaż wczoraj mój mąż przyniósł mi kilka sztuk wyrwanych z grządki które wyrosły wśród malutkich marchewek), ale jest to młodziutki mniszek lekarski, krwawnik pospolity, rumianek pospolity, pokrzywa zwyczajna, mięta pieprzowa, melisa, szczypiorek siedmiolatek, a także młode listki czosnku.
Rumianek, melisę, miętę i pokrzywę kroję i suszę by mieć później z czego parzyć sobie zdrowe herbatki ziołowe, które jak wszyscy wiemy korzystnie działają na nasz organizm i działają antyrakowo.
Natomiast resztę nowalijek po dokładnym opłukaniu kroję drobno i jest to dodatek do śniadania, kolacji i innych dań np: do jogurtu naturalnego z owocami czarnej porzeczki z mojej domowej spiżarni.
W moim ogrodzie rośnie również chrzan, którego młode liście zrywam, potem suszę w całości i przechowuję w torebkach papierowych i jest to bardzo dobry dodatek do pieczenia chleba. Wtedy takie suszone liście rozkruszam, wykruszam z tej twardej łodyżki i posypuję dno foremki posmarowanej wcześniej smalcem.
Skoro już opisuję Państwu o tym zbieractwie tych ziółek, to opowiem również jak to ostatnio, czyli parę dni wstecz goniąc za tym zdrowiem, przeforsowała je sobie tak mocno, że na zastrzykach się skończyło.
A zaczęło się tak, że po powrocie z Saksów zabrałam się energicznie do tego zbierania, schylania, leżenia prawie na tym rumianku...i stało się.
Brrrr naciągnęłam sobie te mięśni, to tu, to tam.
Cóż starość nie radość... jak mówi znane przysłowie.
Teraz natomiast posiłkuję się tymi medykamentami i czekam na odwiedziny moich wnuczek, a także z niecierpliwością wyglądam czasu, w którym spotkam się z moją najmłodszą, która mało co babcię Ewę na oczy widziała.
Wiecie jak to jest, bo do dziecka trzeba z sercem i miłością, a wszystko to się wiąże z bliskim kontaktem, więc zdrowie trzeba mieć.
Także wracając do tematu jedna rzecz wychodzi na zdrowie, a druga to już nie koniecznie.
Natomiast resztę nowalijek po dokładnym opłukaniu kroję drobno i jest to dodatek do śniadania, kolacji i innych dań np: do jogurtu naturalnego z owocami czarnej porzeczki z mojej domowej spiżarni.
W moim ogrodzie rośnie również chrzan, którego młode liście zrywam, potem suszę w całości i przechowuję w torebkach papierowych i jest to bardzo dobry dodatek do pieczenia chleba. Wtedy takie suszone liście rozkruszam, wykruszam z tej twardej łodyżki i posypuję dno foremki posmarowanej wcześniej smalcem.
Skoro już opisuję Państwu o tym zbieractwie tych ziółek, to opowiem również jak to ostatnio, czyli parę dni wstecz goniąc za tym zdrowiem, przeforsowała je sobie tak mocno, że na zastrzykach się skończyło.
A zaczęło się tak, że po powrocie z Saksów zabrałam się energicznie do tego zbierania, schylania, leżenia prawie na tym rumianku...i stało się.
Brrrr naciągnęłam sobie te mięśni, to tu, to tam.
Cóż starość nie radość... jak mówi znane przysłowie.
Teraz natomiast posiłkuję się tymi medykamentami i czekam na odwiedziny moich wnuczek, a także z niecierpliwością wyglądam czasu, w którym spotkam się z moją najmłodszą, która mało co babcię Ewę na oczy widziała.
Wiecie jak to jest, bo do dziecka trzeba z sercem i miłością, a wszystko to się wiąże z bliskim kontaktem, więc zdrowie trzeba mieć.
Także wracając do tematu jedna rzecz wychodzi na zdrowie, a druga to już nie koniecznie.
Komentarze